środa, 12 października 2011

Orzechowo-cynamonowe kruche slimaki




 

        
        "Orzechowo-cynamonowe kruche ślimaki" brzmi okrutnie.
      Piekłam w nocy. Jak to zwykle bo w nocy piecze się najprzyjemniej.  Pół dnia szukałam i kombinowałam z przepisem w końcu powstały dwa. Pierwszy z kruchym ciastem, drugi z drożdżowym, które będę piec pewnie jakoś w weekend. Dokładnie to w niedziele bo robimy grrrls night. nanananaaa
Łupanie orzechów to nie jest moje ulubione zajęcie. Trochę jeszcze cierpię po wczoraj. 
      Połowa drugiego tygodnia zajęć. Nadal nic się nie dzieje. A ja potrzebuję już jakiegoś kotła i chaosu i stresu bo przez pogodę powoli zamieniam się w śpiącego mumina..Albo może nawet gorzej bo zamieniam się w bukę i straszę! Z ciekawostek to bardzo fajne tematy zadał  nam prof od Filozofii Sztuki. Najbardziej urzekający brzmi:
" Czy artysta powinien być osobą zdrową psychicznie?"
Długo by się zastanawiać min in dlaczego ten temat nie został sformułowany tak jakby na odwrót, czyli  
"czy artysta powinien być chory psychicznie?"
Myślę, że z zimna nikt nie był w stanie myśleć na wykładzie i zapytać. Głownie milczeliśmy, ja liczyłam kafelki.
No i kłania się Jung, Freud, Rosińska, osobowość zewnętrzna, kompleksy wszelkiej maści itp. Temat już zajęty, wiec nie zrobię prezentacji o zmanierowanych laskach z pierwszego roku ... Napiszę ..nie wiem chyba zapytam, czy można zatańczyć.
AAAA słońce wyszło właśnie teraz!!
aaa! 
a na swoją obronę powiem, że 'sałata słowna' To bardzo przyjemna sprawa i WCALE NIE JEST OZNAKĄ SCHIZOFRENII!!

Aha, i dziękuje za komentarze, fajnie że coraz więcej ludzi dociera do mojego bloga. To na prawdę miłe uczucie. Pozdrawiam M. od love to bake, bo obczaiła, zrobiła i zjadła, a potem zamieściła zdjęcia na podstawie mojego przepisu, wiec jak narazie jest moim internetowym ziomem , a ja nadal się tym rajcuję. 
Pewnie się powtarzam ale nie nawidzie zimna i jesieni..aaa znowu wyszło słońce!! nanana
odkopałam kartę z wczoraj. co nieco dam radę odczytać


  • 2 kubki przesianej przez sitko mąki
  • 3-4 łyżek miękkiej margaryny roślinnej
  • szczypta soli
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki mleka sojowego w proszku
  • 3/4 kubka ciepłej wody
  • 3/4 kubka cukru może być brązowy albo zwykły
  • około 2-3 łyżki cynamonu
  • łyżka cukru wanilinowego
  • szklanka orzechów laskowych
  • oliwa
  • 2 łyżeczki soku z cytryny lub mirabelek
  • cukier puder




Mieszamy mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. Dodajemy margarynę i chwilę wyrabiamy ciasto.  Mieszamy mleko sojowe w proszku z wodą powstaje mleko sojowe w płynie! łał! Dodajemy do suchych składników. Wyrabiamy ciasto przy pomocy rąk, tak jest wygodniej i mamy namacalną pewność, że składniki się wymieszały i połączyły. Powinno powstać lekkie ciasto.
W misce mieszamy cukier z cynamonem i cukier wanilinowy.
Blat stołu tudzież coś tam posypujemy lekko mąką. Teraz dość trudna sprawa, mianowicie wałkowanie. Mnie nigdy to nie szło najlepiej. I nigdy nie udawało mi się wywałkować równy placek. Wałkujemy ciasto na grubość około 5mm o długości..myślę ...myślę...jakieś 40 cm??Następnie bierzemy oliwę  i pędzel spożywczy. Smarujemy ciasto na całej jego powierzchni oliwą. Tak dość od serca. Myślę, że powinno się zużyć około 3-4 łyżek oliwy.
Posypujemy ciasto cukrem z cynamonem, a następnie posypujemy orzechami. Orzechy powinny być rozbite lub posiekane na mniejsze kawałki.
Dobra wałkowanie to pikuś teraz jest dopiero hardcore. Należy delikatnie zwinąć ciasto tak horyzontalnie. Czyli wzdłuż dłuższego boku. (tłumaczenie na prawdę nie idzie mi dobrze, pewnie dlatego ze nie da się machać rękami i pokazywać ocb)  Trzeba uważać by było w miarę dociśnięte i by się nigdzie nie rozerwało. Teraz kroimy rulon na kawałki około 5 cm. Mnie wyszło 11 kawałków.
Okrągłą formę do pieczenie wykładamy papierem i układamy kawałki koło siebie. Na koniec można posypać całość jeszcze raz małymi kawałkami orzechów.
"Ślimaki" piekłam w tem 180 stopni z nawiewem około 20 minut. Niech ciasto urośnie i zarumieni się.
Po upieczeniu cisto z bólem serca powinno się odłożyć w chłodne miejsce do wystygnięcia. Kiedy już wystygnie robimy lukier.
Potrzeba 2 łyżki soku z cytryny. Użyłam domowej roboty soku z mirabelek, jest równie kwaśny.
Wlewamy sok do małej szklanki, a następnie powoli dosypujemy cukier puder. Trzeba uważać na grudki, wiec najlepiej wcześniej przesiać go przez sitko.Wszystko mieszamy dodajemy tyle cukru, aż masa zrobi się gęsta. Na 2 łyżeczki soku powinno wystarczyć około 4 łyżki stołowe cukru pudru.
Potem wszystko pięknie powlewamy lukrem i znowu odstawiamy na chwilę.











5 komentarzy:

  1. właśnie do Ciebie trafiłam, bardzo fajny blog i zdjęcia, pomysłowe potrawy. ale błagam, zmień kolor czcionki, nic nie widać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie gorąco witam i pozdrawiam ;) Z kolorem pokombinowałam i mam nadzieję, że już jest lepiej...ale z różu nie zrezygnuje! ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam przez przypadek, postanawiam zostać. Też mam tendencję do liczenia kafelek na wykładach (choć ja liczę te na suficie, jak one się nazywają, coś na k...). Przepis z pewnością wypróbuję, bo wygląda ślicznie!

    Pozdrawiam październikowo. ;) Olga

    OdpowiedzUsuń
  4. kasetony! tak mi się wydaje ;) Proszę zostać na ile się chce zachęcam jak najbardziej :))

    OdpowiedzUsuń
  5. no hej, wirtualna ziomalko, teraz ja się jaram, że napisałaś o mnie w notce :D
    a te ślimaki są takie super, że chyba nie zasnę dziś przez nie :(

    OdpowiedzUsuń