sobota, 10 listopada 2012

Curry z pigwą, seitanem i dynią.




I speak because I can.



Dziś zakupiłam długo oczekiwaną prze zemnie gazetę Smak. Jest to nowy kwartalnik kulinarny. No i jak to bywa..Ileż tego smaku w 'smaku'?
Powiem szczerze i bardzo subiektywnie, że jednak nie wiele.
Zacznę od tego, że rozumiem, iż pędząc za modami z zachodu, przeżywamy w Polsce, tudzież zaczynamy bum i fascynację jedzeniem i gotowaniem. Coraz większą popularność zdobywają programy w tej tematyce i coraz więcej takich programów się tworzy. To samo tyczy się prasy, która co jak co, ale mocno w Polsce kuleje jeśli chodzi o tematykę kulinarno-hobbystyczną. Mamy bowiem Magazyn Kuchnia, który niestety coraz bardziej, zaczyna się bawić z czytelnikiem niż traktować go poważnie ( piję do akcji z kupioną przez nich okładką), Food & Friends pomimo tego, że wielu tak nie uważa,  mocno się trzyma i ostatni numer był genialny. Mamy oczywiście też ogrom małych gazetek i magazynów kulinarnych z typowej niezeszytej półki, których raczej nikt nie kupuje. Mam na myśli dodatki do gazet lub mniej ciekawsze, szare pozycje o kuchni domowej, pomieszane z poradami sercowymi i innymi zapychaczami, szmatami literackimi.
Tak to wychodzi w Polsce, że jak coś już kochamy to na ubój i po polsku właśnie, po czym robimy z tego sport narodowy.. Tak było z Małyszem, potem śpiewem, po drodze przewinął się tenis i nieszczęsny taniec, którego teraz może uczyć się każdy, w co drugim domu kultury. Jaki jest poziom tego tańca? Nie ważne, ważne że jest dziedziną po prostu,  która chcą i uprawiają Polacy.
Jak będzie z gotowaniem? Prawdopodobnie tak samo. Jak to się skończy? Też prawdopodobnie tak samo, czyli programami i warsztatami gotowania barszczu z torebki.
Nie ważne.
I tak na półkach ukazał się czytelnikom pierwszy numer Smaku.
Pasjonaci póki co mogą na tym tylko korzystać i cieszyć się z rosnącymi ilościami tego, co media nam proponują. Szczęściarze znajdą coś dla siebie.
Jeśli chodzi o uroczy magazyn Smak, ja jednak nie do końca się w nim odnalazłam.
Otóż nie zaprzeczę, że gazeta jest po prostu piękna. Jest gruba, cudnie oprawiona, drukowana na dobrym papierze.
Ale widzę w niej za dużo tekstu, a za mało jedzenia. Jest do gazeta bardziej dla gadźetowców, dizajnerów, elokwentnych ludzi z grubym portfelem, którzy bardziej niż jeść, wolą o jedzeniu rozmawiać. W smaku to trochę tak, jakby więcej rozmawiać o talerzu niż o samej potrawie. No i ważne są metki.
Parafrazując  Franka Zappa mówić o jedzeniu to jak tańczyć o architekturze. Notabene, nie do końca czytam w 'smaku' o samym jedzeniu, a o wszystkim dookoła niego.
Rozumem, że gazeta miała na celu trafić do młodych odbiorców, chciała połączyć różne trendy w całość.
No i patrzę na zdjęcie Edwarda Dwurnika pijącego dwuznacznie mleko ze szklanki, którą podaje mu dobrze 'ubrana'  modelka. No i nie myślę o jedzeniu, tylko trochę mnie trafia szlak.
Znowu jakoś tak wyszło taki zachód po polsku. Jakoś tak za dużo. Znowu ważną rolę odgrywają loga, metki i nazwiska.
Ogólnie jestem zawiedziona, spodziewałam się jednak czegoś jeszcze innego. Nie chodzi mi nawet o mięso, które przewija się tam notorycznie, bo jestem typem kucharza, która czerpie inspiracje z różnego rodzaju potraw. Fascynują mnie nie tylko główne smaki i zapachy, ale i dodatki czy nawet przybranie.
Pewnie jeszcze nie raz gazetę kupie, bo piękna i wciąga. Ale wciągają mnie ostatnio również 'Dzieci z Bullerbyn'.
Nasuwa mi się na klawiaturę porównanie do amerykańskiego kwartalnika 'Chickpea' wydanego w podobnym hipsterskim stylu i charakterze, jednak o niebo ciekawszym wnętrzu.
Bo mimo wszystko wole jedzenie jeść, a nie czytać o nim. No jest mi trochę z tego powodu przykro. 
Gazetę czyta się dobrze, zdjęcia piękne i w ogóle tak warta jest swojej ceny.  Daję jej 5 za to, że po prostu jest, ale nie jest to gazeta o gotowaniu i tu mnie boli najbardziej :(
Jednak polecam kupić.
Nie wiem, czy kapujecie o co mi chodzi, bo sama piszę jak  szaleniec.

Wracając do  przepisu. 
Znalazłam jakiś czas temu przepis na curry mięsne z pigwą. Fazę na pigwę mam ostrą, więc przepis postanowiłam przerobić, posmakować i zrobić totalnie wszystko po swojemu.
Danie bardzo zapycha jest sycące i pyszne. Warto jeść go z ryżem, gdyż wychodzi ostre. Jest aromatyczne, a dynia nadaje mu ciekawej nutki, więc warto o niej pamiętać. 
Swoją drogą ciekawym doświadczeniem było użycie pigwy. Głównie kojarzona była przeze mnie z deserami i alkoholem, a tu proszę równie idealnie sprawdza się w potrawie wytrawnej.


  • 4 łyżki seitana w proszku
  • 2 pigwy
  • 2 cebule
  • kawałek dyni
  • mała papryczka chili
  • szklanka białego wina/szklanka bulionu warzywnego
  • 2 łyżki przecieru pomidorowego
  • curry w proszku
  • kumin rzymski
  • cynamon
  • ząbek czosnku
  • duuuży pęczek zielonej pietruszki
  • sól
  • pieprz 
  • brązowy cukier
  • olej

♥ Seitana zrobiłam z dostępnego takiego glutenu.  W misce wymieszałam 4 łyżki seitana, z solą i szczyptą curry. Powoli dodawałam wody tak by wyszło miękkie ciasto. Rozwałkowałam go w rękach na długą dżdżownice i pocięłam na centymetrowe kawałki. Następnie kolejny kawałek przekroiłam jeszcze na pół. Taki seitan z proszku bardzo rośnie!!

♥ Potrzeba dużego rondla. 

♥ Cebulę obrałam i posiekałam w kostkę.

♥ Na rozgrzany rondel wlałam 2 łyżki oleju i dodałam cebulę do podsmażenia.

Pigwę obieram i kroję na nie dużą kostkę. 

♥ W zależności od dyni obieramy lub nie obieramy jej ze skóry i kroimy w kostkę podobnej wielkości jak kostki pigwy. Obieramy jeśli skóra jest twarda, jeśli dynia jest miękka nie trzeba jej obierać. Niestety na dyniach się nie znam, więc nie poradzę jaka odmiana jest najlepsza.

♥ Do cebuli dodaję pokrojonego seitana i pigwę. 

♥ Zalałam wszystko szklanką białego wina.

♥ Odrobiną wody rozcieńczyłam 2 łyżki przecieru pomidorowego i dodałam do reszty.

♥ Przykrywam i dusze od czasu do czasu mieszając. 

♥ Seitan rośnie!

♥ Po  chwili dodaję chili pokrojoną drobno, bez nasionek.

♥ Do tego curry tak od serca, (najlepsza była by pasta!) i szczypta kuminu.

♥ Głównie dla aromatu, dodaję zgnieciony ząbek czosnku i szczyptę cynamonu.

♥ Do tego łyżka cukru brązowego. Głównie po to by zabić gorzkawy smak pigwy i podkreślić pomidory w przecierze.

♥ Warzywa dusimy, po 10 minutach dodajemy dynię. Chodzi oto by była miękka, ale nie rozleciała się. Pigwa jest twardsza, dlatego duszę ją dłużej. Jeśli jest potrzeba dolewam buliony warzywnego albo wody.

♥ Część pietruszki siekam i dodaje teraz do potrawy. Drugą część posiekam i dodam do potrawy przed jej podaniem. 

♥  Nadmiar płynów powinien wyparować, seitan urosnąć, a warzywa/owoce zmięknąć. Jest pięknie!

♥ Solę i pieprzę do smaku.
♥ Dobrze podawać potrawę z ryżem ugotowanym z odrobiną octu ryżowego.

♥ Całość przed podaniem poprószyłam świeżą pietruszką i ozdobiłam




A jak u Was? jak jesienne nastroje? Jak obiecałam szykuje się konkurs. Już nie niebawem więcej informacji, tylko ogarnę wszystko;)
A za parę dni przepis na >>dyniowe scones z czekoladą i żurawiną<<
A teraz wracam do czytania SMAKU bo dużo tam tego jest ;-)  , a potem idę potańczyć.




13 komentarzy:

  1. Wygląda obłędnie :D Jak tylko dostanę gdzieś pigwę zabieram się za to cudo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pigwą może już być w sumie ciężko, ale kto wie warto popytać działkowców i przyjaciół a nóż ktoś ma ;)

      Usuń
  2. Dżizas, to jest przeboskie... A pigwy ni ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez pigwy a z dynia też da radę. Seitan to coś niesamowitego :D

      Usuń
  3. mam pomysł, same wydajmy gazetę, która spełni nasze oczekiwania :D przynajmniej my dwie będziemy zadowolone :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, że to nie głupie! i bedzie duuuuuużo o pieczeniu! i słodyczach! :D

      Usuń
  4. Przeczytałam już egzemplarz Smaku i mam podobne wrażenie - czytało mi się wspaniale, bo każda strona Smaku jest przemyślana i przepiękna, ale nie w nim tyle jedzenia co chociażby w Food&Friends. Szkoda, bo po prostu lubię czytać o jedzeniu ale mam cichą nadzieję, że w drugi numer będzie jeszcze smaczniejszy.
    A co do Chickpea to znowu telepatial, na fali niedosytu wywołanego przez Smak spędzam dzisiejszy wieczór czytając archiwalne numery Chickpea, bardzo je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie się trochę styl smaku kojarzył z Chickpea. Ale nie da się ukryć, ze to drugie pięć razy lepsze. Bardzo chciałabym mieć papierową wersję! Ogólnie gazeta ładna, niby już przeczytałam ale leży mi na stoliku bo cudnie wygląda. Szkoda tylko, że niczym mnie nie zainspirowała, no może poza piknikiem na dachu, który przecież jest o tej porze roku już nie możliwy to zorganizowania :P
      Pzodrawiam ciepło!

      Usuń
  5. muszę też kupić ten Smak i ocenić :) Curry wygląda bardzo apetycznie, może sobie zrobię wersję z tempehem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Magazyn Kuchnia, który niestety coraz bardziej, zaczyna się bawić z czytelnikiem niż traktować go poważnie ( piję do akcji z kupioną przez nich okładką) ==> o co chodzi? moze ktos objasnic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest post i sprawa sprzed 2 laaaaaat. Było głośno jak Kuchnia zrobiła okładkę ze stocka, czy innego portalu ze zdjęciami.
      Teraz współpracują z fotografami i mają cudna oprawę.

      Usuń